Nieco ponad dwa tygodnie temu, 24 lutego, minęła czwarta rocznica pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę. Jak nowa rzeczywistość, w której świat znajduje się od tego czasu, jest przedstawiana w instytucjach kultury – w Polsce i za granicą?
W polskich instytucjach mamy za sobą już kilka wystaw poświęconych ukraińskiemu dziedzictwu, które udało się uratować przed zniszczeniem. Do tego grona należą m.in. kilkukrotne prezentacje prac Marii Prymaczenko w Warszawie oraz przekrojowa wystawa „W oku cyklonu. Modernizm w Ukrainie” w Muzeum Sztuki w Łodzi, otwarta w 2025 roku.
Mieliśmy na nich szansę zetknąć się z obiektami, które w przeciwnym razie mogły zostać splądrowane; jak w 2025 roku podawała Polska Agencja Prasowa, powołując się na ukraińskie Ministerstwo Kultury, od czasu ataku Rosji w 2022 roku z Ukrainy skradziono aż 1,7 miliona dzieł sztuki.
Dzieła sztuki nie są jednak jedynymi eksponatami, które trafiają do galerii i muzeów na wystawach poświęconych Ukrainie.
W ostatnim czasie mogliśmy zaobserwować inicjatywy, na których na pierwszy plan wysuwano obiekty przywiezione prosto z linii frontu.
W czwartą rocznicę pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w przestrzeni o nazwie Berlin Story Bunker otwarto Muzeum Ukrainy, w którym znajdziemy między innymi wrak samochodu trafionego przez rosyjskiego drona. W innej niemieckiej instytucji kulturalnej, Lothringer13 w Monachium, możemy z kolei z bliska przyjrzeć się znalezionym w terenie elementom wyposażenia żołnierzy, czytając jednocześnie transkrypcje ich przechwyconych osobistych rozmów telefonicznych.
Choć dokumentacja konfliktów zbrojnych powszechnie kojarzona jest przede wszystkim z medium fotografii, wielu współczesnych kuratorów i kuratorek decyduje się na alternatywne sposoby obrazowania wojny. Faktem jest, że wiele fotografii wojennych miało ogromny wpływ na opinię publiczną; warto chociażby wspomnieć o dokumentacji wojny w Wietnamie przypisywanej fotografowi Nickowi Utowi („Napalm Girl").
Styczność ze współczesnymi artefaktami wojennymi, takimi jak te zaprezentowane w Berlinie i Monachium, może jednak przybliżyć publiczności szerszy, a zarazem bardziej intymny wymiar obecnego kryzysu, który jest niemożliwy do przekazania za pomocą dwuwymiarowych mediów, takich jak fotografia czy film.